Historia

          Przyjazny, łagodny, czujny – te określenia najczęściej pojawiają się w opisach rasy, ale warto dorzucić też kilka innych: inteligentny, wierny i piękny (choć to kwestia gustu), a także łatwo dostosowujący się do warunków i bardzo nieufny wobec obcych – taki jest KOOIKERHONDJE czyli płochacz holenderski. Niewiele brakowało a ten przemiły piesek wyginąłby, choć on sam uratował życie – i to księcia. Ale po kolei. Kooikerhondje jest starą, holenderską rasą,  bardzo cenioną, o czym świadczy obecność tych psów w literaturze i malarstwie, zwłaszcza obrazach Jana Steena (1626-1679) i Jana Vermeera (1632-1675).

          Płochacze stały się słynne po tym, jak jeden z nich, o imieniu Kuntze, uratował księcia Wilhelma Orańskiego (1533-1584). Kuntze obudził śpiącego pana, gdy zbliżali się hiszpańscy najeźdźcy. Dzięki temu Wilhelm Orański zdążył uciec i ocalić życie. Ten bohaterski czyn przyniósł płochaczom sławę i tytuł Prinzenhondje.

         Pomimo swej „szlachetności” kooikerki prawie wyginęły. Pod koniec wieku XIX zaczęło ich szybko ubywać i po II wojnie pozostało zaledwie 25 psów. To przodkowie wszystkich dzisiejszych płochaczy (również naszego Corri :-)). Kto wie, czy rasa ta w ogóle przetrwałaby, gdyby nie baronówna van Harderbroek z Ammerstol, która uratowała ją od całkowitego wymarcia. W czasie wojny wynajęła ludzi, aby - zaopatrzeni w zdjęcie i kosmyk włosów płochacza - przemierzali wsie w poszukiwaniu przedstawicieli tej rasy. W efekcie długotrwałych penetracji trafił do niej Tommie, dziś uważany za pierwszego „współczesnego” kooikerhondje. Należy dodać, że baronównie udało się wyhodować dwa mioty dokładnie odpowiadające jej wyobrażeniu o tej rasie.

           W 1943 psy zostały zarejestrowane w holenderskiej Księdze Rodowodowej, a w roku 1971 wzorzec przyjęła holenderska organizacja kynologiczna i w tym samym roku FCI uznała płochaczy za niderlandzką rasę psów. Tak wygląda historia kooikerów, ale nasuwa się pytanie - dlaczego tak walczono o ich przetrwanie? Otóż płochacze holenderskie były niezwykle pożytecznymi pieskami, skutecznie ułatwiającymi polowanie na kaczki. Swoim namaszczeniem i puszystym ogonem uwodziły ptaki, a te zauroczone podążały za nimi - niestety - do pułapki. Najmłodszym psem polującym na kaczki był zaledwie 4. miesięczny szczeniak. To także najmniejsze z psów na ptaki, osiągające do 40 centymetrów wysokości i wadze maksymalnie 11. kg. Ich wygląd miał kluczowe znaczenie dlatego prowadzono uważną selekcję. Dzięki niej szybko udało się uzyskać jednolity typ płochacza - białego w rude lub rudoczerwone plamy o długich i gładkich włosach. Charakterystycznym elementem są czarne „ozdoby”, zwłaszcza „kolczyki” na uszach oraz biała strzałka na pyszczku. Postawę kooiker ma wyprostowaną, a głowę dumnie uniesioną (pod warunkiem, że akurat nie wącha wszystkiego dookoła). Na swojego pana płochacz patrzy ufnie ślicznymi brązowymi oczami o kształcie migdałów z czarnymi obwódkami. Ale uroda to jedno, liczy się też charakter - ten wymarzony dla rodzin. Kooikerki są wesołe, przyjazne, lubią gry i zabawy. Ale też – gdy jest taka potrzeba – ze spokojem i opanowaniem usuną się w cień. Płochacze ściśle bowiem współpracują z człowiekiem i pozostają z nim w bliskim kontakcie przez całe życie. Nie lubią jednak hałasu, są bardzo czujne i z rezerwą podchodzą do obcych (stąd były też wykorzystywane jako psy stróżujące). Należy im zapewnić dużo ruchu i długie spacery, a latem bardzo wskazane pływanie w jeziorze. Płochacz szybko się uczy (o inteligencji była już mowa), wymaga jednak od swego pana żelaznej konsekwencji, także w dawkowaniu smakołyków, gdyż są niepoprawnymi łasuchami, otyłość niestety może być przyczyną poważnych chorób. Kooikerhondje żyje do 15. lat. W pamięci swego pana ZAWSZE.